Born in the 80s

Blog o muzyce lat osiemdziesiątych... i nie tylko!

Kombi - 4

Zespół Kombi na zawsze pozostanie symbolem polskich lat 80-tych. Grupa pod wpływem zachodnich trendów elektronicznych zmieniła się z "młodzieżowego", jak to się wtedy mawiało, zespołu rockowo-popowego w pierwszego poważnego polskiego wykonawcę synth-pop. Ich muzykę znają dziś niemal wszystkie pokolenia, nawet jeśli ta znajomość ogranicza się tylko do hitów w postaci Słodkiego miłego życia, Black and White, Nasze randez vous czy w końcu fragment Bez ograniczeń użyty w czołówce programu 5-10-15. Może ogólnie, jak sugeruje uszczypliwe powiedzenie „Gra i trąbi zespół Kombi”, większość Polaków traktuje ich muzykę z dystansem, ale ich albumy miały ogromny wkład w rozwój polskiej sceny muzycznej w bardzo trudnych dla niej czasach.

Tak więc nie zaskoczył nikogo sukces, nieoczekiwanie odniesiony płytą o proroczej nazwie Nowy rozdział, na której zespół zaprezentował nowe i, jak na Polskę, unikalne brzmienie oraz image. Jednak „nadwiślański Duran Duran”, bo do tej grupy brytyjskiej śmiało można zrównywać przebojowość niektórych utworów Kombi, doprowadził swój styl do perfekcji tak naprawdę na swojej czwartej płycie – 4.

Kombi - 4 okładka albumu

Longplay został wydany pod koniec roku 1985 jako przewidywalna kontynuacja mieszanki synth-popu z rockiem z płyty poprzedniej. Zarejestrowane utwory zostały napisane przez czterech członków zespołu do słów m.in. Jacka Cygana i Marka Dutkiewicza. Zapewne wobec sukcesu Słodkiego miłego życia oraz niedoborów tego typu muzyki na polskiej scenie, zespół miał dowolność w pisaniu piosenek. Mogli nagrać to, co chcieli, działając, nomen omen bez ograniczeń. Może poza faktem, że syntezatory i automaty perkusyjne, które posiadali musieli sprowadzić z Zachodu, ale o dziwo przed nagraniami po raz kolejny im się taka operacja udała: zakupili Yamahę DX-7, Minikorg 700s oraz komputer perkusyjny Yamaha RX-11 oraz komputer Commodore 64.

Swoistą prezentacją możliwości nowego sprzętu jest wstęp do płyty – kilkudziesięciosekundowy Kombi Music, w którym słychać bogactwo różnych brzmień oraz - i tu zaczyna się prawdziwy szał – generowany przez Commodore głos mówiący w języku angielskim, który stał się bohaterem występów zespołu w kolejnych latach. Kolejną nowością jest użycie sampli, m.in. w instrumentalu Srebrny talizman.

Kombi - 4 okładka albumu

W porównaniu z Nowy rozdziałem piosenki na 4 zyskały na przejrzystości, więcej było w nich wyselekcjonowanych, różnorodnych brzmień (zasługa głównie władającego elektroniką zespołu Sławomira Łosowskiego), a wstawki gitarowe Grzegorza Skawińskiego, choć nadal celne i ciekawe, zostały zneutralizowane i zminimalizowane. To wszystko skutkiem tego, iż zespół nie musiał się już oswajać z możliwościami elektroniki, bo dobrze je już znał. Dość powiedzieć, że pomimo posiadania w składzie perkusisty, zespół wiele z tych utworów programował.

Swobodę w użyciu instrumentów zdradzają zarówno hiciory, takie jak Black and White, złożony z trzech świetnych motywów, połączonych w imponująco spójną całość, jak i utwory mniej znane – Lawina – kamień do kamienia (drapieżnie rockowy utwór Waldemara Tkaczyka) czy Za ciosem cios (elektroniczny up-beat Łosowskiego). Oprócz energicznego popu, płyta zawiera też momenty spokojniejsze, ale niemniej interesujące – Szukam drogi, nieco dziwny, niełatwy harmonicznie Kim jestem - kim byłem do słów Dutkiewicza czy w końcu świetną popową "pościelówkę" Skawińskiego - Nasze randez vous.


Niemającym porównania na polskim rynku brzmieniom nowych utworów Kombi pomagała, co również było u nas nowością, przemyślana promocja wizualna zespołu: dwustronną pełną okładkę wydania płyty (którą na szczęście postanowiono odtworzyć także w reedycji CD) wypełnia rewelacyjny kolaż Andrzeja Tyszki, wybitnego polskiego fotografa i projektanta tamtych lat, a image zespołu zarówno na zdjęciach jak i występach podkreślał wpływy noworomantyczne (fryzura wokalisty "na płetwę" oraz ich ubrania).

Ponadto single Black and White i Nasze randez vous doczekały się wyreżyserowanych przez Juliusza Machulskiego klipów, które były, co również w tamtych czasach dość rzadkie, w pełnym tego słowa znaczeniu teledyskami, a nie, jak to często bywało zapisami występów zespołów w ramach Telewizyjnej Listy Przebojów ograniczonymi możliwościami technicznymi i finansowymi tejże. Wszystkie te elementy składały się na popowy majstersztyk, wizytówkę polskiej muzyki tamtych czasów, której realizacja, jak nie trudno zgadnąć, wymagała wtedy determinacji większej niż w krajach, w których jedyną przeszkodą mogły być pieniądze.

Kombi - 4 okładka albumu

Ale oprócz okołomuzycznych aspektów działalności zespołu w ramach longplaya 4, nie należy zapominać, że bez dobrej muzyki, wszystko to nie byłoby, parafrazując Niech żyje bal „Zachodu warte”. Tu zresztą zdania są podzielone - czwarta płyta Kombi tak jak i w ogóle idea synth-popu, nie tak bardzo spodobała się rodzimym krytykom. Ich choć trudno dyskutować o gustach, to niektóre głosy świetnie oddawały skostniałe obyczaje panujące w Polsce. Przykładem może tu być recenzja płyty w Magazynie Muzycznym Non stop, w której zarzucano popowemu na wskroś Kombi niski poziom muzyczny nagrywanego materiału przy wysokim poziomie umiejętności grupy, a ich utworom "brak jednolitego charakteru literackiego". Tak właśnie.


Odmiennego zdania byli słuchacze. Album 4 musiał należeć do popularniejszych wydawnictw roku, bo osiągnął status złotej płyty, a więc sprzedał się w minimum 160 tys. egzemplarzy. Z kolei na przestrzeni całego roku 1986 przez listę przebojów radiowej trójki przewinęło się aż 7 z (nie licząc krótkiego Kombi Music) 9-ciu utworów z longplaya! Co ciekawe, najlepsze wyniki osiągnęły Za ciosem cios (3. miejsce i 11-tygodniowy pobyt) i Black and White (9. miejsce), zaś jedna z bardziej znanych dziś pozycji zespołu, Nasze randez vous przebiła ledwie 40. pozycję.


Trzeba przyznać, że to głównie dzięki umiejętności pisania piosenek, a nie jedynie użyciu kilku elektronicznych piszczałek zespołowi udało się stworzyć płytę, która w polskiej fonografii lat osiemdziesiątych stanowi przykład jednej z niewielu realizacji na miarę tych z Zachodu. Gdyby ktoś zapytał wtedy, który polski zespół mógłby najlepiej zaprezentować możliwości naszego rodzimego „show-biznesu”, to byłoby to właśnie Kombi w momencie wydania LP 4. Niestety oprócz występów na targach muzycznych Midem '85 (jeszcze przed nagraniem "czwórki") oraz licznych występów za granicą (w przeciwieństwie do większości naszych artystów, granymi nie tylko dla Polonii w Chicago), Kombi nie przebiło się poza Polskę. W kraju sukces ich muzyki stopniowo przemijał i po latach odcinania kuponów zespół zawiesił działalność w 1993 roku.

2 komentarze

Świetny tekst. Lubię Kombi 4.
...i ta doczepiona w ostatniej chwili naklejka z tytułem na winylu...

Dzięki serdeczne! Naklejka znalazła się tam za sprawą wytwórni, która produkowała CD ale przynajmniej trafiła w najlepsze możliwe miejsce.
Więcej tekstów niebawem.


EmotikonyEmotikony